Zawody Zakończenie Sezonu 2017 Gliny Natura Kanał Goczałkowicki (Pawłowicki)

Zawody Zakończenie Sezonu 2017 Gliny Natura Kanał Goczałkowicki (Pawłowicki)

W Niedzielę 26 Listopada postanowiłem w końcu skorzystać z kolejnego zaproszenia na zawody organizowane na kanale Pawłowickim (bo chyba taka jest nazwa kanału potocznie zwanego Goczłkowickim) i wystartować na tej nieznanej dla mnie wodzie. Niestety pomimo wielu propozycji wzięcia udziału w imprezach organizowanych na tym łowisku, zawsze coś stawało mi na drodze i żaden wyjazd nie doszedł do skutku.
Woda, według opowiadań wielu zawodników wydawała się być, w okresie jesienno-zimowym wręcz wymarzonym dla mnie łowiskiem, ale o tym później.
Dobra, zacznijmy po kolei od ogólnego opisu łowiska.
Kanał Pawłowicki jest łowiskiem o szerokości do 15 m i głębokości w okresie jesień-zima-wiosna w granicach od 1-2m, natomiast w okresie letnim często zdarzają się niedobory wody i wtedy głębokość może wynosić nawet tylko około 20cm!!!, a w kanale nie ma wtedy ryb. Kiedy jednak ryby wpłyną do kanału, to jest w nim zatrzęsienie płoci, leszczy, krąpi i okresowo karasi. Trafiają się sporadycznie inne gatunki ryb, ale to margines, więc nie będę o nich wspominał.
Brzegi są porośnięte drzewami, w związku z czym w wielu miejscach mamy pod wodą zatopione gałęzie, które są znakomitą kryjówką dla ryb, ale również sporym utrudnieniem dla wędkarzy. Na odcinku, na którym rozgrywane są zawody nie ma możliwości dojazdu bezpośrednio nad samą wodę. W zależności od wylosowanego stanowiska, sprzęt trzeba przenieść od 50 do 300m, więc przydadzą się systemy transportowe. Niestety po opadach deszczu brzegi zamieniają się w ślizgawkę, dlatego też musimy zabrać ze sobą odpowiednie obuwie, tj. gumowce, lub trapery. Jest jeszcze jeden mały minus lokalizacji tego łowiska – brak odpowiedniej ilości miejsc parkingowych. Samochody można tylko w kilku miejscach zaparkować na zjazdach z głównej drogi, natomiast ci, którzy się tam nie zmieszczą muszą zmieścić się na poboczu drogi, gdyż parkowanie chociaż jednym kołem na asfalcie grozi mandatem. Pobocze miejscami jest utwardzone, a miejscami niestety nie, o czym przekonałem się osobiście. Gdyby nie pomoc pozostałych zawodników musiałbym chyba wzywać pomoc drogową, gdyż jedno z kół mojego samochodu zapadło się w grząskim gruncie i nie było najmniejszych szans na wyjazd. Gdybym musiał z miejsca mojego postoju zasuwać na wylosowane miejsce, na pewno straciłbym szansę na odpowiednie przygotowanie i rozpoznanie stanowiska. W tym miejscu jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim, którzy udzielili mi pomocy:).

Przed pierwszym startem na kanale porozmawiałem z kilkoma osobami, które już wcześniej uczestniczyły w zawodach na tej wodzie. Nie będę ich teraz wszystkich wymieniał, ale jeszcze raz Wam dziękuję, za uchylenie rąbka tajemnicy. Dzięki Wam nie jechałem na zawody zupełnie w ciemno, a niestety w internecie nie znalazłem dokładnego opisu tego niezwykłego łowiska.
Z rozmów wynikało, że łowisko powinno mi pasować. W okresie, kiedy rozgrywane są zawody w kanale jest bardzo dużo ryb i liczy się szybkościowe łowienie. Sprzętowo jestem do tego przygotowany, gdyż z racji startów w lidze okręgowej moje zaopatrzenie w uklejówki jest więcej niż przyzwoite:). Zastanawiałem się tylko, czy uklejówki Mivardi, których używam nie będą zbyt delikatne do odławiania ryb w przedziale 100 do nawet 600-700g, więc dodatkowo zabrałem ze sobą nad wodę również tyczkę z kilkoma topami.

Uklejówki dały radę!!!

Topy w tyczce uzbroiłem w amortyzatory od 1-1,2mm i naciągnąłem dość solidnie, żeby nie tracić zbyt wiele czasu na holowanie ryb.
Jednak moja taktyka na to łowisko zakładała, że nie będę szukał na siłę tych największych płoci i pojedynczych, dużych leszczy, ale spróbuję zwabić i utrzymać w łowisku ryby w przedziale 50-200g. Zakładałem, że przy takiej ilości ryb, o jakiej świadczyły wyniki zeszłotygodniowych zawodów rozgrywanych na tej wodzie (najlepszy wynik prawie 24kg) i moim, średnim tempie połowu w granicach 1-2 ryb na minutę (przy uwzględnieniu kilku przestojów) mój wynik musi oscylować w granicach 20-35kg, co powinno wystarczyć do zajęcia czołowego miejsca w sektorze i oczywiście w całych zawodach.
Dlatego postawiłem głównie na uklejówki, w których jednak pozmieniałem zestawy. W Sobotę poprzedzającą zawody zostałem po pracy i zrobiłem 9 nowych zestawów na spławikach (delikatne bombki) od 0,8 do 2,5g. Zestawy zrobiłem na żyłce 0,128 Mivardi Specjal Competition EVO-X, a do nich dowiązałem przypony o długości 8cm z żyłki 0,108 Milo Krepton Fluorocarbon z haczykami Milo Sir Drake nr 16 i Milo R113 nr 14.


W Sobotę wieczorem przetarłem glinę, żeby nie tracić czasu rano. Tradycyjnie pomieszałem ze sobą gliny Gienka, których prawie zawsze używam na wodach stojących i kanałach, czyli Canal Cup, Ziemię Bełchatowską i Argilę – wszystkie w kolorze czarnym.

Na zawody zamówiłem tylko 1 gazetę jokersa, więc gliny zabrałem ze sobą tylko 3 kg. Tu muszę zatrzymać się na chwilę. Większość osób, z którymi rozmawiałem twierdziła, że na ten kanał nie zabiera nawet joka, bo w niego wchodzi okoń i spowalnia wędkowanie. Prawdopodobnie tak jest, gdy miesza się glinę z zanętą i przesadza się z ilością jokersa podawaną na początku. Ja postanowiłem zaryzykować, zresztą jakoś ciężko mi jest zrezygnować z jokersa na zawodach, więc postanowiłem wrzucić na początku tylko 3 kulki wielkości pomarańczy gliny z jokersem i odrobiną parzonego, grubego robaka. Później na te kule i tak zawsze wrzucam czystą zanętę, więc mam nadzieję, że pierwszymi rybami, które zameldują się w łowisku będą płocie i leszcze, które przepłoszą okonki. Jeśli chodzi o zanętę, to z tym nie miałem żadnych problemów, ponieważ od wielu lat mieszam zawodnikom zanęty na to łowisko i zazwyczaj wypadają na nim dobrze. Z racji kończącego się sezonu postanowiłem wykorzystać resztki zanęt, które pozostały mi po zawodach, a których wcześniej nie namaczałem, gdyż porcje, które namieszałem były zbyt duże. Przeważnie łowię na zanętach niemalże identycznych jak Premium od Venire (trzy z czterech zanęt są wg mojego przepisu opartego na zanętach profesjonalnych i dodatkach oraz atraktorach Venire), ale na niektóre łowiska, na których jest wiele zawodów, mieszam je z zanętami innych producentów. Skorzystałem więc z zanęty, którą nęciłem tyczkę na Rajsku (Gold Pro Bream), w worku pozostało mi jej około 0,5kg oraz znalazłem drugą reklamówkę z nieopisaną zanętą, w której znajdowało się również około 0,5kg zanęty, wydaje mi się, że mieszanki Gross Gardonsa z Venire Premium Płoć (z Kanału Gliwickiego chyba sprzed roku:)). Do tej nie do końca zidentyfikowanej kombinacji dodałem 3 kilogramy Venire Premium Płoć i pół paczki TTX-u. Zanętę wstępnie nawilżyłem dość mocno wieczorem, żeby trochę przygasić jej pracę - nie chciałem szukać ryb w różnych warstwach wody, tylko miałem plan odławiania ryb z dna, a wcześniejsze nawilżenie powodowało, że zanęta nie pracowała zbyt mocno do góry.


Do zanęty dodałem resztę kolorowych, sparzonych robaków około 0,4l, dwie solidne garści kolorowej pinki oraz odrobinę kastera.
Dodatkowo, do nęcenia miałem przygotowany przez Rafała Wolanina pęczak, z tego co mówił po prostu ugotowany, ale nie wiem, czy nie dodał od siebie jakiegoś tajnego składnika, bo za każdym razem, kiedy luzem wrzucałem pęczak do wody, ryby brały jak szalone:) Dzięki, Rafał.
Po wylosowaniu stanowiska i wstępnym wygruntowaniu zdecydowałem się rozłożyć uklejówki od 3 do 4,5 m długości. Trochę przeszkadzały mi trawy pod 3m uklejówką, ale założyłem sobie, że jeśli ryby będzie naprawdę dużo na całej szerokości kanału, a sąsiedzi będą łowili na krótko, to na tak krótki kij będę łowił szybciej. Dodatkowo nie wiedziałem, jak daleko zanętę położą moi dwaj sąsiedzi, dlatego po sygnale na nęcenie zaczekałem chwilę, aż wrzucą pierwsze kule i zdecydowałem, że będę jednak łowił wędziskiem 4-ro metrowym z zestawem 0,8g. Po sygnale łowienia, chyba jako jeden z pierwszych miałem 3 brania z rzędu i spiąłem 3 ryby!!! Pomyślałem, że tak to chyba jeszcze nigdy nie zacząłem łowienia, ale zmiana haka z Sir Drake nr 16 na R113 w numerze 14 pomogła natychmiast i zacząłem w niezłym tempie zapełniać swoją siatkę. Na haczyk zakładałem 1 grubego, białego robaka, dzięki czemu bez zmiany przynęty mogłem wyciągać kilka ryb. Samo łowienie przez pierwsze trzy godziny zawodów nie było finezyjne, pilnowałem, tylko systematycznego donęcania, co 1-2 ryby dorzucałem kulkę zanęty, a po kilkunastu kulkach zanęty i kilkunastu lub kilkudziesięciu wyjętych rybach, wrzucałem porcję około 20-30 ziaren pęczaku. Pęczak pozwalał mi na utrzymanie ryb w miejscu nęcenia, gdyż pomimo w miarę dokładnego donęcania mocno ściśniętą zanętą, ryby delikatnie przemieszczały się w dół łowiska, co spowalniało wędkowanie. Ostrzegano mnie, że na tym łowisku często zdarzają się przestoje i czasami łowisko po godzinie, lub dwóch pustoszeje, ale ja przez 3 godziny nie miałem żadnego przestoju. Robiłem swoje, łowiłem ryby, donęcałem i tak w kółko budowałem wynik i myślałem, że nic złego już mi się na tych zawodach nie może przytrafić. Patrzyłem oczywiście kątem oka na sąsiadów (zarówno po lewej, jak i po prawej stronie miałem bardzo dobrych zawodników, którzy na pewno lepiej niż ja znają to łowisko), lecz byłem pewien, że mam bezpieczną przewagę nad nimi. No i będąc w tak błogim nastroju … popełniłem jeden błąd. Za naszymi plecami zebrali się kibice, zaczęły się rozmowy i zamiast wrzucić garść pęczaku, do wody powędrowała solidna porcja białych robaków, które wiatr delikatnie zniósł w moją lewą stronę. Wydaje mi się, ze to pomimo małego uciągu spowodowało, przesunięcie się ryb w kierunku Roberta, który tę sytuację natychmiast wykorzystał i zaczął nadrabiać straty. Ja niestety zafundowałem sobie 10-cio minutową przerwę w braniach, bo na początku nie skojarzyłem, co zrobiłem źle.
Dopiero, jak zorientowałem się, że wrzuciłem białego zamiast pęczaku, a donęcanie samą zanętą nie pomagało w takim stopniu, żeby powrócić do poprzedniego tempa łowienia zdecydowałem się na ryzykowne posunięcie. Wrzuciłem 4 kulki gliny z jokersem i grubymi, parzonymi robakami. Bałem się, po złowieniu dwóch okoni pod rząd, że spierniczyłem sobie łowisko, ale kolejne brania, to na szczęście były leszczyki na przemian z płotkami. Zauważyłem, że szczególnie leszczykom przypadł do gustu ten świeżo podany towar i kiedy widziałem, ze brania słabną dorzucałem właśnie samą glinę, tym bardziej, że jak się okazało byłem zbyt rozrzutny i zaczynało mi brakować zanęty. Leszczyki, jak się wydawało były odrobinę lżejsze od płotek, które weszły mi w łowisko, więc kolejna zmiana – pomieszałem resztkę zanęty z gliną, a donęcanie taką mieszanką pozwoliło mi zwiększyć udział płoci w moich połowach. Tempo niestety nie wróciło już do stanu z pierwszych dwóch godzin, ale i tak w ostatnie 5 minut zawodów zdążyłem jeszcze wrzucić do siatki 11 płotek.
W oczekiwaniu na wagę, pakowałem sprzęt i wsłuchiwałem się w wieści z pozostałych sektorów, bo miałem nadzieję, ze będę wysoko w moim. Mój wynik „na oko”oceniłem na około 20-30kg ryb, ale przy tej ilości 5-10g różnicy w wadze na jednej sztuce, może dać różnicę w końcowym wyniku nawet kilku kilogramów. Jak się okazało po zważeniu mój wynik 28110g dał mi zdecydowane zwycięstwo w sektorze, ale „dopiero” drugie w całych zawodach.

Efekt 4-ro godzinnego machania uklejówkami:)

40 litrowy kocioł ledwo wystarczył na taki połów

Całe zawody i najlepszy wynik ze wszystkich 44 zawodników uzyskał Mariusz Nowak. Popularny „Hiszpan” złowił ponad 32 kilogramy!!! ryb i zasłużenie wygrał na tym niesamowitym łowisku.
Poniżej na zdjęciu pierwsza szóstka zawodów oraz Organizator:)


Pierwsza szóstka zawodów
Jeszcze raz dziękuję organizatorom zawodów za świetną imprezę i polecam starty na tym łowisku wszystkim, którzy stracili wiarę w polskie łowiska. Najgorszy wynik na zawodach to ponad 11kilo!!!, więc każdy z nas miał pełne ręce roboty – i o to chodzi w zawodach:).

Niestety, skasowałem przez przypadek wyniki z sektora "B", ale postaram się załatwić zdjęcia i dołączyć do relacji:)
      Mateusz i Łukasz wspominali, że przy sprzyjającej pogodzie zorganizują jeszcze w tym roku zawody na kanale, więc zachęcam wszystkich chętnych do śledzenia naszej strony na Facebooku, bo jeśli tylko otrzymamy informację, że jest taka impreza – na pewno Was o tym poinformujemy.
P.S. Patrząc na zmęczone, ale uśmiechnięte twarze zawodników zastanawiamy się, czy nie zorganizować w przyszłym sezonie zawodów o puchar www.sklepgobio.pl na tej, bądź równie atrakcyjnej wodzie. Co Wy na to??? Czekamy na propozycje i sugestie na naszym profilu na Facebooku. Wszelkie uwagi i zapytania możecie kierować do nas również osobiście, w sklepie stacjonarnym, pod numerami telefonów podanymi na stronie oraz na adres e-mail naszego sklepu.
Pozdrawiamy i do zobaczenia.

2Komentarze

    • Avatar
      RAFAŁ
      lip 24, 2018

      Niezły SHIT Kolego ta zanęta !!!! Popłuczyn najtańszy !!!!!

    • Avatar
      MAREK
      sie 1, 2018

      Widać, że nigdy nie używałeś tej zanęty. To, że nie jest droga nie znaczy, że się nie sprawdza. Ja i wielu Klientów używamy jej właśnie na zawodach i jakoś sobie radzimy. Sądzę, że gdyby liczba wykrzykników odpowiadała ilości Twoich wędkowań na tej zanęcie, to zdecydowanie zmieniłbyś zdanie. No chyba, że zanęta jest źle przygotowana, to nawet najdroższego cuda uratować się nie uda:) A tak na poważnie, to ryby na szczęście nie widzą cenówek, a ta zanęta jakościowo nie odbiega od najdroższych zanęt na rynku. Wiem, bo używam jej od początku, kiedy tylko pojawiła się na rynku. Na opisanych zawodach używałem także jej, gdyż jest moją ulubioną zanętą na zawody. Pozdrawiam i proszę w przyszłości o bardziej merytoryczne komentarze.

Leave a Reply

* Name:
* E-mail: (Not Published)
   Website: (Site url withhttp://)
* Comment:
Type Code

Polub nas na Facebooku