Zawody Puchar Mosella-Team Rajsko

Zawody Puchar Mosella-Team Rajsko

W pierwszą niedzielę Listopada postanowiłem wziąć udział w zawodach organizowanych na Zbiorniku Rajsko w Oświęcimiu.
Łowisko, na którym zaprzyjaźniony sklep Atut z Chrzanowa zorganizował zawody, nie jest mi jakoś szczególnie znane. Startowaliśmy tam z Eweliną do tej pory 2 razy i niby nie było źle, ale jednak czegoś brakowało, ryby wchodziły w naszą zanętę, ale baliśmy się donęcania nią i brania ustawały..
Łowisko Rajsko jest specyficzne, jest to woda zamknięta, na której łowić mogą tylko wędkarze posiadający specjalne zezwolenia oraz zawodnicy na zawodach, rozgrywanych na tej wodzie niemal co tydzień. Jak wszyscy twierdzą, aby wygrać całe zawody, trzeba dobrze losować, czyli znaleźć się na stanowiskach od 40 do 50 i jak najszybciej zwabić ryby na tyczkę. Wynika to z faktu, że najczęściej na tym brzegu, gdzie znajdują się te stanowiska rozgrywane są zawody wędkarskie, oraz to właśnie te miejsca często obsadzane są na treningach, a tyczka daje przewagę szybkości. Łowisko jak na krajowe warunki jest bardzo rybne, a wyniki na zawodach oscylują nawet w granicach dwudziestu, czy trzydziestu kilogramów.

Rybami, które najczęściej trafiają do siatek są głównie leszcze, piękne karasie i karpie. Nie brakuje na tej wodzie także dorodnych jazi, płoci i okoni, które na „słabszych” stanowiskach pozwalają ratować wynik, a niekiedy wygrać te mniej rybne sektory.
Jako, że tak jak wspominałem, nie łowiłem na tej wodzie zbyt często, postanowiłem „zasięgnąć języka” u osób, które tę wodę znają doskonale. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że zanętą nr 1 na tym łowisku jest chyba najpopularniejsza zanęta Marcela, czyli Gold Pro Bream Classic. Większość osób miesza tę zanętę z gliną w stosunku 1 część zanęty na 3-4 części gliny. Taka mieszanka ląduje na wstępne nęcenie, a donęca się raczej samą gliną z robactwem. W glinie na to łowisko większość zawodników podaje niewiele jokersa, ze względu na małe okonki, które potrafią opanować stanowisko. Za to można „zaszaleć” z ochotką haczykową, kasterami oraz grubymi robakami, które znacząco pogrubiają nam łowione ryby. Mam nadzieję, że nie narażę się zawodnikom, którzy tu często startują, zdradzając ich przepis na sukces na tym łowisku, ale z tego co wiem większość osób łowiących na Rajsku przygotowuje właśnie taki towar.

Ja, jak zwykle, postanowiłem zrobić trochę „po swojemu”, czyli na tyczkę położyłem to co wszyscy, z odrobiną jokersa, ochotki haczykowej, 0,50ml kastera oraz garścią grubych robaków. Jednak na odległościówkę użyłem zanęty opartej na zanętach Venire z serii Samet z dodatkiem TTX-u od MatchPro. Do wiadra, w którym przygotowywałem zanętę na odległościówkę trafiło po 1 paczce zanęt Venire z serii Samet: Lin-karaś zielony, Karp Sweet Wanilia oraz Uniwersalna, które wzbogaciłem połową paczki TTX-u MatchPro. O tej porze roku zrezygnowałem z dodatkowych atraktorów, ponieważ zanęty karpiowa i uniwersalna dość mocno pachną wanilią.

Dno na Rajsku jest żwirowe, z małą warstwą mułu, dlatego zanętę na tę porę roku musiałem delikatnie przyciemnić, gdyż w podstawowej wersji zanęta jest żółto-zielona. W tym celu użyłem około 0,5 kg ziemi bełchatowskiej. Do takiej mieszanki dodałem na wstępne nęcenie 0,125ml kastera, około 100ml grubego, kolorowego robaka („zgaszonego” na sicie) oraz około 70-80g ochotki haczykowej.
Wszyscy startujący w zawodach wiedzą, że nawet najlepsza zanęta nie pozwoli nam wygrać zawodów bez odpowiedniej taktyki.

W tym miejscu chciałbym szczególnie podziękować głównie trzem osobom, które bardzo przybliżyły mi niuanse decydujące o sukcesie, lub porażce na tym łowisku a są to: Robert Jamróz (dzięki Jego radom już nieraz wygrałem zawody – jeszcze raz Wielkie Dzięki) oraz Darek Kucharczyk (zawsze szczery do bólu, wiem, zawsze ufam Jego podpowiedziom) oraz Mariusz Nowak (zwycięzca wielu zawodów na tej wodzie). Jeszcze raz Dziękuję, bo bez Was, pewnie nie wykombinowałbym sposobu na łowienie o tej porze roku na tym łowisku.
Wiedziałem, że woda jest zarybiona leszczem oraz karpiem i że prędzej, czy później te ryby powinny zameldować się w zanęcie. Dodatkowo na Rajsku ryba nie zawsze od razu wchodzi na tyczkę, więc często pierwszą godzinę, a niekiedy dłużej trzeba porządnie skupić się na wędce matchowej. Właśnie za wskazówki dotyczące gruntowania i położenia zanęty dalej od brzegu jestem Wam wdzięczny:) i przepraszam, że tym razem trochę popsułem Wam chumor:). Dno na Rajsku nie jest idealnie równe i z każdego brzegu można znaleźć na dnie dwie nierówności, tzw. „wałki”. To właśnie te garby wyznaczają nam miejsca, gdzie powinniśmy położyć naszą zanętę. Ryby nie zawsze meldują się na pierwszym wałku, więc często trzeba poszukać grubszego i łowić dokładnie na nim, lub nawet za nim. Taki wariant nęcenia wybrałem tym razem, gdyż wylosowałem stanowisko nr 28, które znajdowało się w środku „najgorszego” sektora. Naprzeciwko mnie znajdowały się wspomniane przeze mnie „bankowe” stanowiska 40-50. Na szczęście mój sąsiad z naprzeciwka nie zdecydował się na bardzo dalekie nęcenie, bo przy mojej taktyce pewnie łowili byśmy w jednej zanęcie.
Tego dnia postanowiłem, że będę łowił zdecydowanie dalej niż moi sąsiedzi, gdyż w pobliżu naszego brzegu nie widziałem żadnego znaku aktywności ryb. Dlatego wygruntowałem łowisko daleko za drugim wałkiem, gdzie dno było już niemal zupełnie płaskie. Odległość wędkowania uzależniłem od zasięgu „czerwonej” procy Drennana, w tym wypadku było to około 50m od brzegu. Dalekie rzutu były możliwe dzięki użycia 10g wagglera na żyłce 0,145mm. Na przypon użyłem żyłki 0,09mm, gdyż... z domu nie zabrałem portfela z grubszymi przyponami.
Całe zawody używałem haczyków od numeru 18 do 16, a jako przynęta najlepiej sprawdzała mi się „kanapka” z jednej białej pinki i dwóch do czterech ochotek. Leszcze brały na skromniejszą przynętę, natomiast karpie zdecydowanie wybierały wariant z większą liczbą ochotek na haczyku.

Łowienie rozpocząłem od odległościówki i od razu miałem pierwsze brania. Niestety pierwsze były dwa okonki, ale już kolejnymi rybami okazały się być dwa leszczyki w granicach 30-600g. Widziałem, że na tle innych zawodników, to dobry wynik, dający mi miejsce w czołówce. Łowiłem delikatnie przegruntowanym zestawem o około 5cm, gdyż przez pierwszę 40 -50 minut nie było wcale wiatru. W moim sektorze w miarę regularnie łowiłem tylko ja, mój sąsiad, Pan Krzysztof Gwiadzoń – właściciel sklepu wędkarskiego w Oświęcimiu oraz zamykający sektor - Mariusz Nowak, popularny „Hiszpan”, który jako pierwszy z nas złowił ładnego karpia. Po nim do swoich leszczy, karpia dołożył także Pan Krzysztof. Kiedy zastanawiałem się, czy jednak nie za daleko zanęciłem łowisko, bo zerwał się wiatr, który utrudniał wędkowanie, zobaczyłem, że wszyscy mają problem z zacięciem delikatnych tego dnia brań. Postanowiłem przegruntować łowisko o całą długość przyponu, czyli o 35 cm. Taki zabiegł przyniósł oczekiwany efekt. Zestaw, pomimo niewielkiej ilości ołowiu na żyłce (tylko krętlik potrójny, a nad nim dwie śruciny 0,1g i 0,2g ) płynął przez łowisko zdecydowanie wolniej, co dawało rybom więcej czasu na zassanie przynęty. Do pinki dołożyłem 4 ochotki na haczyk i po chwili cieszyłem się z holu pierwszego karpia tego dnia. Z jednej strony szkoda,że miałem tylko cienkie przypony, bo dość długo holowałem ryby i niestety straciłem jednego fajnego karpia po długim holu pod brzegiem, ale może dzięki temu, że żyłka była cieniutka, nie narzekałem na ilość brań. Widziałem, że koledzy w sektorze zupełnie przestali łowić ryby, a ja jednak dość regularnie doławiałem kolejne karpie i leszczyki. Prawie każdy przeszedł pod tyczkę, żeby łowić okonie, których tego dnia było dużo na trzynastym metrze.
Niestety i ja nie ustrzegłem się błędu i za szybko zaciąłem dużą rybę które spadła mi w łowisku, co spowodowało wypłoszenie pozostałych. Natychmiast donęciłem trzema kulkami zanęty z dużą ilością kastera i ochotki haczykowej. Żeby nie tracić czasu ja również przeszedłem pod tyczkę, gdzie w ośmiu wyjazdach złowiłem siedem okoni. Całkiem fajny wynik, ale wiedziałem, że mam dużą przewagę nad konkurentami i wróciłem na matchówkę. To była dobra dycyzja, bo złowiłem trzy karpie pod rząd.

Mój połów po 4-ro godzinnych zmaganiach
Zawody powoli zbliżały się do końca i wiedziałem, ze już nic nie odbierze mi zwycięstwa w sektorze. Zastanawiałem się tylko, jakie były wyniki na przeciwległym brzegu, gdzie koledzy łowili w dwóch pozostałych sektorach. Okazało się, że stało się to, czego po losowaniu nie brałem pod uwagę – wygrałem całe zawody i zdobyłem Puchar za zwycięstwo w zawodach Mosella – Team, drugie miejsce zajął zwycięzca sektora „B” Władysław Kurzmierz, a trzecie, najlepszy w sektorze „C” Wojciech Kaczmarczyk.
Wyniki w sektorach oraz ogólną klasyfikację prezentujemy poniżej:

Po rozmowach z zawodnikami, po zawodach doszliśmy do wniosku, że tego dnia w zawodach zwycięstwo przyniosło mi nęcenie, a później donęcanie samą zanętą – co nie jest takie oczywiste na Rajsku oraz, a może przede wszystkim wybrana przeze mnie odległość nęcenia i precyzja łowienia na tak dużej odległości.
Podejrzewam, że w 9/10 przypadków na tej wodzie koledzy z lepszych sektorów nie dali by mi żadnych szans, ale akurat w ubiegłą niedzielę, miałem to szczęście, że duże ryby ustawiły się dalej od brzegu i zasmakowały w zanęcie spożywczej - wyciągane ryby pluły moją zanętą przy wyjmowaniu haczyków z pyszczków w każdej fazie zawodów.
Dziękuję organizatorom za fajne zawody rozegrane w miłej i koleżeńskiej atmosferze. Na przyszły rok organizator zapowiedział cykl zawodów Team - Mosella, który ma obejmować kilka zawodów rozgrywanych na różnych łowiskach. Jak tylko będzie nam coś wiadomo, na pewno poinformujemy o tym wydarzeniu na naszej stronie.

Najlepsi w klasyfikacji ogólnej zostali nagrodzeni pucharami i pamiątkowymi medalami, a osoby do 10 miejsca otrzymały nagrody rzeczowe. Dodatkowo jedna osoba otrzymała w drodze losowania- nagrodę niespodziankę.
Silna ekipa:)
Przy najbliższej okazji ponownie spróbuję mojej mieszanki opartej na zanętach z serii Samet, która podobnie, jak na zbiorniku Gwaruś, sprawdziła mi się podczas łowienia na wodzie obfitującej w karpie i karasie.
Na koniec dziękuję mojej Żonie i dzieciakom, że znoszą moją nieobecność i pozwalają mi cieszyć się tym pięknym hobby.

Zostaw komentarz

* Imię:
* E-mail: (Niepublikowany)
   Strona: http://http://)
* Komentarz:
Type Code

Polub nas na Facebooku