Zawody towarzyskie - zbiornik Gwaruś Suszec

Zawody towarzyskie - zbiornik Gwaruś Suszec

Korzystając z zaproszenia i okazji postanowiliśmy z żoną wystartować w trzecich, kończących cykl Puchar Lata 2017 Team Suszec, zawodach towarzyskich rozgrywanych w wolny Wtorek 15.08.2017.

Cykl składał się z trzech tur rozgrywanych w wakacje na zbiornikach: Erg w Żorach, Papierok w Rybniku-Boguszowicach oraz na zbiorniku licencyjnym Gwaruś w Suszcu.
Do walki w ostatniej turze przystąpiło 22 zawodników, w tym jedna kobieta – moja Żona.
Łowisko Gwaruś składa się z dwóch zbiorników, my wędkowaliśmy na zbiorniku Dolnym, który jest łowiskiem sportowym NO KILL i znajduje się po lewej stronie (patrząc od wjazdu).
Z informacji uzyskanych przed zawodami wynikało, że na tym zbiorniku dominują dwie metody: tyczka i odległościówka. Głębokość łowiska pod tyczką i na 30-35metrze od brzegu jest mniej więcej taka sama i wynosi około 1,5m.

Rybostan łowiska jest zróżnicowany, oczywiście jest w zbiorniku dużo karpia, ale nie zawsze zawody wygrywa się łowiąc te ryby. Według relacji, zawody niekiedy można wygrać łowiąc leszcze, dochodzące nawet do około 50cm długości lub duże płocie, zdarza się, że dużą część połowu stanowią karasie w przedziale 200 - 1000g. Obok wymienionych gatunków jest dość dużo linów, sandaczy i szczupaków oraz malutkich okoni i wzdręg.
W związku z tym, że z Eweliną nie wędkujemy praktycznie na łowiskach licencyjnych, musieliśmy w Poniedziałek po pracy zająć się przygotowaniem sprzętu oraz zestawów na karpie. Skończyliśmy około północy, żeby już o 4 rano być na nogach i zebrać się na zawody, gdzie zbiórkę przewidziano na 5:30.
Na szczęście pogoda dopisała, a atmosfera na zawodach organizowanych przez chłopaków z Team-u Suszec jest zawsze super, więc z przyjemnością po wylosowaniu stanowisk zajęliśmy się rozkładaniem sprzętu.
Ewelina, pomimo że wylosowała zacienione stanowisko postanowiła łowić tylko tyczką, ja natomiast zdecydowałem, że przygotowuję zarówno tyczkę, jak i odległościówki.

Ponieważ nie znamy zbiornika, zdecydowaliśmy, że przygotowujemy dwie zanęty. Pierwszą na płotki i leszczyki, więc oczywiście wybór padł na Venire Premium Płoć i na dwie osoby rozrobiliśmy 1,5kg suchej mieszanki.

Druga zanęta miała za zadanie zwabić i utrzymać w łowisku większe ryby, więc do kotła trafiły 3 kilogramy zanęty z serii Samet: Karp Sweet Vanilia, Leszcz XXL oraz Lin-Karaś w kolorze zielonym,

do tego dołożyliśmy 1 opakowanie 750g zanęty Venire Method Kukurydza oraz 0,5 kg TTX-u drobnego od MatchPro. Do tak sporządzonej i nawilżonej mieszanki trafiły grube robaki, oraz 4 puszki (po 140g) kukurydzy waniliowej oraz dwie puszki kukurydzy miodowej. Kukurydzę przetarliśmy i przecisnęliśmy przez sito o oczkach około 5mm. Całość uzupełniły kastery dodawane na bieżąco podczas lepienia kul.
Jeśli chodzi o glinę, w której podawaliśmy ochotkę, to zastosowaliśmy naszą sprawdzoną mieszankę glin Gienka.

Każde z nas miało po 1 gazecie jokersa wymieszanego w 3 kg gliny.
W razie, gdyby ryby super współpracowały mieliśmy jeszcze przygotowane po 700g mieszanki sporządzonej z pelletów MatchPro Green Betaina oraz Premium Method Coarse pomieszanych z zanętą Robin Orange w stosunku 1:1:1.
Ewelina zanęciła łowisko pod tyczką kładąc 2 zanęty w odległości około 2m od siebie, ja natomiast postanowiłem, że będę nęcił dwa łowiska.
Glina z jokersem (12 kul) oraz zanęta Venire Premium Płoć (4 kule wielkości pomarańczy) powędrowała pod tyczkę na 12,5m, a grubą zanętą zanęciłem łowisko oddalone około 35m od brzegu. Wystrzeliłem w łowisko 25 kulek zanęty z kasterem, grubym robakiem i kukurydzą.
Wędkowanie rozpocząłem od tyczki, na zestaw 0,6g z żyłką główną 0,10mm i przyponem 0,7mm. Pierwsze ryby nie nastrajały dość optymistycznie, gdyż były to małe okonki i wzdręgi łowione na ochotkę. Pomogła zmiana przynęty na jednego, białego robaka i wtedy na haczyku zaczęły pojawiać się małe płoteczki. Niestety brania były delikatne, więc trzeba było zmienić przynętę na 1 pinkę, którą ryby pobierały pewniej. Z tego co widziałem, szło mi w miarę dobrze, ale nie rewelacyjnie, gdyż po około 0,5 godziny zamiast płotek ja i sąsiad zaczęliśmy łowić „przezroczyste” leszczyki o długości około 5 cm. Łącznie przez pierwszą godzinę miałem w siatce około 40 rybek, a tylko dwie z nich mierzyły powyżej 15 cm.
Reszta zawodników w pierwszej godzinie nie łowiła wcale lepiej, ale kiedy w drugiej godzinie usłyszałem, że dwie lub trzy osoby złowiły karpiki, postanowiłem spróbować szczęścia na odległościówkę, na którą już w trakcie trwania zawodów, kiedy łowiłem na tyczkę, dostrzeliłem jeszcze 4 kulki zanęty.
Pierwszy rzut na dwa białe robaki i od razu branie, po krótkim holu na brzegu znalazł się karpik 29,8cm, którego musiałem wypuścić. Taki scenariusz powtarzał się przez kolejne 15 minut łowiłem karpiki od 20 do 29,5cm, aż w końcu następną rybą okazał się być karaś około 600g. Łącznie pod koniec drugiej godziny w siatce obok drobnicy, którą złowiłem na tyczkę pojawiły się trzy karasie i jeden wymiarowy karpik.
Skojarzyłem, że wszystkie karasie złowiłem na robaki, które nadziewałem na haczyk, tak, aby się prawie nie ruszały. Przypilnowałem takiego sposobu zakładania przynęty oraz dodatkowo dokładałem jeszcze na koniec 1 kastera. Obowiązkowo też donęcałem systematycznie łowisko zanętą z dużą ilością grubego robaka „zgaszonego” na sicie oraz kastera. Takie łowienie zaczęło przynosić odpowiednie rezultaty. Ryba na dobre weszła w zanętę, a łowione karasie wręcz tą zanętą i robakami pluły. Ewelina, która łowiła kilkanaście stanowisk dalej niestety nie radziła sobie tak dobrze. Łowiła co prawda drobnicę, ale w zacienionym łowisku nie chciały pojawić się większe ryby.
Ja zajęty wędkowaniem nie zauważyłem, kiedy pod moimi nogami zagościły dwa zaskrońce polujące na żaby.

Niestety podczas jednego z rzutów zapatrzyłem się za bardzo na te dwa węże i nie zauważyłem, że po odłożeniu wędki żyłka zaplątała mi się na szczytówce, co spowodowało przy próbie rzutu zerwanie zestawu wraz ze spławikiem. Zmieniłem wędkę, zarzuciłem i znowu branie za braniem. Niestety po pewnym czasie zauważyłem, że mój spławik nabiera wody. Co trochę utrudniało wędkowanie. Odkręciłem jeden talerzyk pod spławikiem, dołożyłem małą śrucinę i łowiłem dalej, lecz, jakby trochę wolniej i mniej pewnie. Dodatkowo w ostatniej godzinie wszystkim na tyczki weszły karpie. Nawet przez chwilę zastanawiałem się nad powrotem do łowienia na tyczkę, ale stwierdziłem, że co prawda trochę wolniej, ale jednak łowię dość regularnie karasie, których nie muszę mierzyć, więc zostałem na matchówce. Pięć godzin zawodów minęło bardzo szybko, wydarzeniem było na pewno wyciągnięcie przez Adama Janusza karpia o wadze około 2500g na tyczkę na około 10 minut przed końcem. Po zważeniu ryb na wszystkich stanowiskach okazało, że wygrałem z dość dużą przewagą nad drugim zawodnikiem.
Po zakończeniu zawodów przy rybaczówce czekał na nas ciepły posiłek, a sędziowie liczyli wyniki zarówno tych zawodów, jak i całego cyklu.
W zawodach na Gwarusiu wygrałem z wynikiem 11230g ze stanowiska nr 8,



a Ewelina zajęła 12 miejsce z wynikiem 3020g doławiając w ostatniej godzinie 6 karpi, z których tylko jeden był wymiarowy.


drugie miejsce zajął Rafał Grzyb łowiący na stanowisku nr 20 z wynikiem 5610g,

a trzeci był Adam Janusz na stanowisku nr 19 z wagą 5580g.


Przyszła chwila ogłoszenia wyników i wręczenia pucharów.
Tutaj czekała na mnie kolejna miła niespodzianka tego dnia. Pomimo tylko 2 startów w cyklu (jedne zawody wypadły podczas naszej przerwy urlopowej) w ogólnej klasyfikacji zająłem 3 miejsce. Zdecydowanie wygrał Rafał Grzyb uzyskując po trzech turach 11,5pkt, drugie miejsce zajął Adam Janusz (16pkt), ja byłem trzeci (18pkt) i wyprzedziłem o zaledwie 0,5pkt Tomka Stefańskiego (za co Go serdecznie przepraszam po raz kolejny:)), piąty był Mirosław Potyrcha (23pkt), a szósty Artur Pławecki (24pkt).


Podsumowując w kilku słowach... Bardzo dziękujemy za zaproszenie organizatorom zawodów z Team-u Suszec. Jak się po raz kolejny okazało da się zorganizować udane zawody, które przebiegają w koleżeńskiej atmosferze, są rozgrywane na różnych łowiskach i nie potrzeba wielu sędziów, żeby „upilnować” zawodników. Z przyjemnością spróbowaliśmy swoich sił na zawodach przez Was organizowanych i polecamy te zawody każdemu zawodnikowi, który chce się sprawdzić na ciekawych łowiskach z prawdziwymi zawodnikami, którzy szanują innych i wiedzą na czym polega zdrowa rywalizacja.
Dziękujemy za podpowiedzi przed zawodami, bo to dzięki Waszym sugestiom, udało nam się nie „zgasić światła” i w miarę fajnie połowić. Jeszcze raz dziękujemy i jeśli będziecie organizować kolejne zawody, to prosimy o rezerwację miejsc.

Ewelina i Marek Stepnowscy.






Zostaw komentarz

* Imię:
* E-mail: (Niepublikowany)
   Strona: http://http://)
* Komentarz:
Type Code

Polub nas na Facebooku